Nocka w aptece
Praca w aptece brzmi spokojnie. Ale to tylko pozory. Codziennie spotykam ludzi, którzy są zmęczeni, chorzy, wkurzeni lub po prostu nie mają już siły. Sprzedaję leki na nadciśnienie, na ból, na sen. Czasem na życie. Sama jestem farmaceutką od 12 lat. Widziałam już chyba wszystko.
Ten konkretny wieczór miał być inny. Miałam wolne. Moja zmiana kończyła się o 20, potem chciałam wrócić do domu, wziąć długą kąpiel i zapomnieć, że świat istnieje. Ale Justyna, moja koleżanka z nocnej zmiany, zadzwoniła o 18, że ma gorączkę i nie da rady. Zapytała, czy mogę zostać. Ja – bez męża, bez dzieci, z kotem, który i tak śpi większość dnia – zgodziłam się.
I tak o 21 apteka była pusta. Ja sama. Siedziałam za ladą, za mną półki z lekami, przede mną monitor i cisza. W takich chwilach człowiek zaczyna myśleć. O życiu, o tym, dokąd zmierza, o pieniądzach, których zawsze za mało.
Bo pensja farmaceuty? Nie jest zła, ale po opłatach, ratach i jedzeniu zostaje tyle, że na wakacje trzeba zbierać dwa lata. Tego wieczoru, przy pustej aptece, przyszło mi do głowy, że mam 37 lat, a nie odłożyłam ani grosza na czarną godzinę. Zero. Nic.
Przez pół godziny nie przyszedł żaden pacjent. Włączyłam telefon. Przejrzałam facebooka, potem instagrama, potem jakieś grupy. I wtedy w reklamie wyskoczyło coś, co przykuło moją uwagę. Kasyno online. Normalnie bym przewinęła, bo hazard kojarzy mi się z ludźmi, którzy przegrywają hajs pod sklepem monopolowym. Ale ta reklama była inna. Elegancka. Kobieta w czerwonej sukience trzymała żetony i uśmiechała się tak, jakby właśnie wygrała życie.
Kliknęłam. Nie wiem czemu. Może z nudów. Może z ciekawości. Trafiłam na stronę o nazwie vavada kasyno online. Wyglądała profesjonalnie. Ciemna, złote akcenty, bez tych tandetnych animowanych dzwonków, które rażą w innych serwisach. Zarejestrowałam się. Mail, hasło, potwierdzenie. Zajęło to minutę.
Zobaczyłam opcję wpłaty. W portfelu miałam 50 złotych na taksówkę do domu. Pomyślałam: dobra, jeśli przegram, pójdę pieszo. To tylko 20 minut. Wpłaciłam.
Wybrałam automat. Jakiś z klejnotami – rubiny, szmaragdy, diamenty. Ustawiłam stawkę na 2 złote. Kręcę. Nic. Kręcę. Nic. Po dziesięciu spinach miałam 34 złote. Bez emocji. Zaczęłam się nudzić. Przeszłam na inną grę – blackjack z krupierem na żywo. Znałam zasady z filmów. Postawiłam 10 złotych. Dostałam 19. Krupier miał 16, dobrał 10 – przebił. Wygrałam. Uśmiechnęłam się.
Postawiłam znowu 10. Tym razem 16 przeciwko 8 krupiera. Nie dobrałam. Krupier dobrał 7 – 15, dobrał jeszcze – 24, przebił. Znowu wygrana. Na koncie miałam 54 złote. Postawiłam 20. Dostałam 20 oczek. Krupier otworzył 17. Prawie podskoczyłam na krześle. W ciągu kilkunastu minut miałam 74 złote.
Poczułam coś, czego nie czułam od dawna. Dreszczyk. Nie ten od leków czy od zmęczenia. Taki pozytywny, czysty, dziecięcy. Liczyła się tylko karta, stawka, decyzja. Nie było rat kredytu, nie było pustego konta oszczędnościowego, nie było myśli o przyszłości. Była tylko gra.
I wtedy zrobiłam coś, czego nie planowałam. Postawiłam całe 74 złote na jednego spina w automacie. Wcisnęłam przycisk. Symbole zaczęły się kręcić. Zatrzymały się. Trzy złote gwiazdy. Bonus. Potem darmowa runda. Potem kolejna. Licznik skoczył na 380 złotych.
Otworzyłam szeroko oczy. Sprawdziłam kilka razy. 380 złotych. W ciągu godziny. Z pięćdziesiątki.
Wypłaciłam 350. Zostawiłam 30. Pieniądze poszły na Blika. Na koncie bankowym pojawiły się w minutę. Siedziałam w pustej aptece, za mną leki nasenne, przeciwzakrzepowe, na serce. A ja uśmiechałam się jak dziecko, które dostało wymarzoną zabawkę.
Do końca zmiany przyszło trzech pacjentów. Każdy dostał uśmiech i miłe słowo. Normalnie bym tak nie miała siły. Ale tej nocy – miałam. Gdy wracałam do domu, nie wzięłam taksówki. Poszłam pieszo. Pod gwiazdami. I myślałam o tym, jak łatwo jest czasem zmienić swój dzień. Nie trzeba wielkich pieniędzy. Wystarczy odrobina odwagi, żeby spróbować czegoś nowego.
Następnego dnia opowiedziałam o wszystkim Justynie. Uśmiechnęła się i powiedziała: „To teraz ty stawiasz kawę”. Postawiłam. I jeszcze ciastka. I czułam się dobrze.
Od tamtego czasu czasem wchodzę na vavada kasyno online. Tylko gdy mam gorszy dzień. Tylko z małym budżetem. Czasem wygram kilkadziesiąt złotych, częściej przegram. Ale to nie o pieniądze chodzi. Chodzi o ten moment, gdy w pustej aptece, w środku nocy, mogę na chwilę zapomnieć, że jestem tylko farmaceutką z ratami kredytu. I poczuć, że mam jeszcze trochę szczęścia.
Bo czasem – naprawdę czasem – ono przychodzi, gdy się go nie spodziewasz. Nawet w reklamie. Nawet w środku nocki. Nawet w kasynie online.